• Язык:
    Польский (Polska)
Источник:

Jamby

Michaiłowi Łozińskiemu

Noc owa jak najadę czarną pomnę.
Płynąłem morzem, gdzieś na wysokości
Krzyża Południa. Gmachy fal niezłomne
Rozsadzał śruby okrętowej oścień,
Przeciwne statki ciche i ogromne
Od razu pogrążały się w ciemności.

O, jak mi ich żal było, że tak płyną,
Jak dziwny był mi wsteczny ruch okrętów
I że wzgardziły w porcie swym gościną,
I że Don Juan z Anną się rozminą,
Sindbad nie znajdzie góry z dyjamentów
Ani Ahaswer szczęścia wśród odmętów.

Ale przeminął czas i powracałem
Uwożąc z sobą zbiór słoniowych kłów,
Dzieła etiopskich mistrzów, skóry lwów
I panter, których cętki podziwiałem,
I to, co było wpierw niezrozumiałym
Wzgardę dla świata i znużenie snów.

Choć byłem młody, butny, pełen żaru,
Milczał duch ziemi wśród świata obszaru
I gasły mrzonki jako ptaki w niebie,
I jako kwiaty na jałowej glebie.
Dziś głosem powolności i umiaru
Mówię… Sterałem życie, wiem… i ciebie,

Te, którą w krajach lewantyńskich chciałem
Oblec w purpury nieśmiertelnej chwałę,
I ciebie w zaślepieniu swym przegrałem
Jak Damajanti bezrozumny Nal.
Wzleciały kości dźwięcząc niby stal,
Upadły kości i pozostał żal.

Surowo przemówiłaś, zadumana:
Zbyt ufna byłam, nazbyt zakochana,
Dziś, nie kochając, nie wierząc, odchodzę
I przed obliczem Wszechmocnego Pana,
Choć może samą siebie gubię srodze,
Ciebie na wieki żegnam na swej drodze.

Nie śmiałem twoich włosów ucałować
Ani za ręce ująć cię zziębnięte,
Jak pająk siebie napawałem wstrętem,
Każdy szmer szarpał nerwy me napięte,
W sukience ciemnej, prostej, szłaś surowa,
Podobna Bogurodzicy Rublowa.

A latem było burzliwie i parno,
Powietrze wciąż dusznością nabrzmiewało
Taką, że naraz robiło się czarno
I serce w piersi raptem zamierało,
Na polach z kłosów sypało się ziarno,
Cały dzień słońce krwawo czerwieniało.

W ogłuszającym ryku ludzkiej hurmy,
Armatnie zagłuszając łomotanie,
W nawoływaniu nieustannym surmy
Słyszałem, jak zaśpiewał los mój górny
I biegłem, usłyszawszy to wezwanie,
Pokornie powtarzając: niech się stanie!

Donośnie brzmiał żołnierzy śpiew, a w słowie
Niezrozumiałym dusza sens łowiła:
Na bój, na bój! Mogiła? Cóż mogiła!
Murawa niech nam służy za wezgłowie,
Okryciem będzie leśnych drzew listowie,
A sprzymierzeńcem archanielska siła!

Tak słodko brzmiała pieśń i tak kusząco,
Poszedłem więc, przyjęli mnie gorąco
I dali mi karabin i klacz rączą,
I pełne wojsk potężnych wrogów łany
Wśród bomb o kul huczących, rozśpiewanych,
Firmament przez pioruny rozdzierany.

Od tamtej pory w szczęściu się spopiela
Dusza radosna; pełna jest wesela,
Światłości i mądrości; i rozmowy
Z gwiazdami wiodąc sławi Stworzyciela,
Głos jego wplata w surmy głos bojowej,
Szlak Boży widzi w drodze swej życiowej.

Najszlachetniejsza pośród cherubinów,
Najsławetniejsza pośród serafinów,
Ziemskich nadziei niebiańskie Spełnienie
Wysławia każdej chwili niestrudzenie
I czuje wobec prostych słów i czynów
Powagę, miłosierdzie, zrozumienie.

Jest wśród pustkowi morskich gmach klasztoru,
Złotokopuły, z białego kamienia,
Gloria go niegasnąca opromienia,
Obyśmy tam zaznali ukojenia
Pośrodku wody i nieba przestworu,
Obyśmy tam dotarli… do klasztoru!


Перевод стихотворения Николая Гумилёва «Пятистопные ямбы (Первая редакция)» на польский язык.

Пятистопные ямбы (Первая редакция)

Я помню ночь, как черную наяду,
В морях под знаком Южного Креста.
Я плыл на юг. Могучих волн громаду
Взрывали мощно лопасти винта,
И встречные суда, очей отраду,
Брала почти мгновенно темнота.

О, как я их жалел! Как было странно
Мне думать, что они идут назад
И не остались в бухте необманной,
Что дон Жуан не встретил донны Анны,
Что гор алмазных не нашел Синдбад
И Вечный Жид несчастней во сто крат!

Но проходили месяцы; обратно
Я плыл и увозил клыки слонов,
Картины абиссинских мастеров,
Меха пантер — мне нравились их пятна —
И то, что прежде было непонятно —
Презренье к миру и усталость снов.

Я молод был, был жаден и уверен,
Но Дух Земли молчал, высокомерен,
И умерли слепящие мечты,
Как умирают птицы и цветы.
Теперь мой голос медлен и размерен,
Я знаю, жизнь не удалась… И ты,

Ты, для кого искал я на Леванте
Нетленный пурпур королевских мантий,
Я проиграл тебя, как Дамаянти
Когда-то проиграл безумный Наль!
Взлетели кости, звонкие, как сталь,
Упали кости — и была печаль.

Сказала ты, задумчивая, строго:
«Я верила, любила слишком много,
А ухожу, не веря, не любя;
И пред лицом Всевидящего Бога,
Быть может, самое себя губя,
Навек я отрекаюсь от тебя».

Твоих волос не смел поцеловать я,
Ни даже сжать холодных тонких рук,
Я сам себе был гадок, как паук,
Меня пугал и мучил каждый звук,
И ты ушла, в простом и темном платье,
Похожая на древнее Распятье.

Я не скорблю. Так было надо. Правый
Перед собой, не знаю я обид.
Ни тайнами, ни радостью, ни славой
Мгновенный мир меня не обольстит,
И женский взор, то нежный, то лукавый,
Лишь изредка, во сне, меня томит.

Лишь изредка надменно и упрямо
Во мне кричит ветшающий Адам,
Но тот, кто видел лилию Хирама,
Тот не грустит по сказочным садам,
А набожно возводит стены храма,
Угодного земле и небесам.

Нас много здесь собралось с молотками,
И вместе нам работать веселей;
Одна любовь сковала нас цепями,
Что адаманта тверже и светлей,
И машет белоснежными крылами
Каких-то небывалых лебедей.

Нас много, но одни во власти ночи,
А колыбель других еще пуста,
О тех скорбит, а о других пророчит
Земных зелёных вёсен красота,
Я ж — Прошлого увидевшего очи,
Грядущего разверстые уста.

Всё выше храм торжественный и дивный,
В нём дышит ладан и поёт орган;
Сияют нимбы; облак переливный
Свечей и солнца — радужный туман;
И слышен голос Мастера призывный
Нам, каменщикам всех времен и стран.


Другие переводы: